Pierwszy sukces ;)

20170206_101556
Nie ma to jak znaleźć motywację do dalszej pracy w poniedziałek rano :D
Niedawno wzięłam udział w konkursie na wiersz organizowanym przez miesięcznik ,,Cogito” Wysłałam tam 3 prace , które zostały wybrane przez moich najwierniejszych czytelników :) . ,, Udręka obojętności” zdobyła wyróżnienie i została opublikowana w najnowszym numerze ,,Cogito”
Dziękuję tym , którzy pomogli mi dokonać wyboru i obiecuję niedługo wstawić coś nowego
Pozdrawiam wszystkich!
Vulnerati

Rozmowa na zimno

Uciekam Ci trochę myślami
Dobrze , że o nic nie pytasz
Bo nie znam odpowiedzi
Cisza też się gdzieś zgubiła
Więc gadamy czcze bzdury
Swego czasu zaglądałam w bezmiar
Niewyrazistej jaźni
A potem wysunęła mi się z rąk..
Z każdym oddechem
Ulatują pokręcone emocje
W listopadowy mróz

Vulnerati

Nadprzyrodzona

Nauczyła mnie życia
Coś w jej oczach kazało mi rozkwitnąć
Dźwigała moje smutki
Studziła mój młodzieńczy gniew
Szatani ją dostrzegli
I próbowali zniszczyć
Lecz dała mi odwagę
By kroczyć samotnie przez mrok
I żyć według tego co myślę
Patrząc prosto w zawistne oczy
Jedynie w jej anielskość
Nie umiem spojrzeć bez drżenia

Vulnerati

Pauza

Pewnego upalnego dnia
Zabrakło rozwrzeszczanych
Gówniarzy na boiskach
W sklepie plotkowano szeptem
Rowery zamknięto na klucz
Pijaczki gdzieś się skryli
Kto mógł został w domu
Niebo było bezchmurne
By wędrujące chmury nie robiły hałasu
A jeszcze wczoraj rano
Ludzie jak szaleni
Dzielili się wieściami o niej
To co się jej przytrafiło było aferą dnia
Lecz z godziny na godzinę
Mówiło się o tym coraz ciszej
W końcu ucichliśmy
Żeby mała Hałaśliwa
Mogła odejść w spokoju

Vulnerati

Epitafium od nieznajomej

Poznałam Ciebie na ostatnim przystanku Twojej drogi
Choć przez kilka lat mijałyśmy się na korytarzach szkoły
Wypadek przypomniał mi o Tobie
W swoim tragicznym stylu
Nasza symetryczna obojętność
(mimo, że mogłyśmy być tak podobne)
Nie zatarła wspomnienia o Tobie
Żal jest silniejszy niż obcość
Boli , że mnie , że pozornie Ci bliżsi
Zapomnieli o Tobie w okamgnieniu

Vulnerati

Bezsenna

Czemu nie śpisz? Już jest tak późno
Już zasypiałam.. Tylko w pewnej chwili
W tym ciemnym i cichym świecie
Poczułam się tak bardzo samotna

Bezkresna czerń mnie otula
Moje myśli szepczą
Mącąc błogą ciszę
Uśpionego domu

Noc jest spowiedzią
W konfesjonale duszy
Niewidoczna kropelka rozgrzeszenia
Płynie po mojej twarzy

***

Jak zawsze jesteś obok
Ale cóż mi z tego
Uniosłam rękę
I pogładziłam mur
Powstały między nami
Kaleczył mi palce jak cierń
I bez słowa pękało mi serce
Co z twoim? Zapomniałam
Skały się wprawdzie kruszą,
Ale stal nie.
Bez żadnych skrupułów
Wbijesz mi nóż w plecy
Ukradkiem Po cichu
Nihil novi
Serce masz ze stali
Lecz odwagę z puchu
Myślisz że niczego nie widzę
Udajesz że nic się nie stało
Boisz się że zadam ci cios
Nożem przeznaczonym dla mnie

Vulnerati

Pray for us

Kto wie co z nami będzie , kiedy zaczną do nas strzelać?
Tyle ludzi nie wróciło do domu, chociaż ponoć nie szli na wojnę. Zostali tam , gdzie spotkało ich piekło. Niewidzialna ręka losu postawiła ich przed lufą karabinu. A nas przed ekranami , na których przesuwają się raz po raz tragiczne komunikaty i zdjęcia. Strach , szok , gniew ,zemsta ,ból ,wojna, horror .
Błogosławieni ci , którzy gdyby los zaprowadził ich wtedy w feralne miejsca wybraliby , żeby to ich krew rozlała się na ulicy niż gdyby kiedykolwiek mieli stanąć po drugiej stronie karabinu.
Jednak los oszczędził nas od tego wyboru i nie jesteśmy teraz wpisani w liczbę wyświetlającą się na pasku serwisów informacyjnych. Ale nie możemy być pewni ,że kiedyś na nią nie trafimy. Zło czai się wszędzie.
Okażmy ludziom serce – zanim przebije je kula
Uśmiechnijmy się – dopóki nie musimy płakać
Chwyćmy się za ręce – póki nie urwała ich bomba
Chodżmy na spacer – zanim ulice spłyną krwią
Kochajmy- zanim zniszczy nas nienawiść
Spójrzmy sobie w oczy – póki nie odbija się w nich wycelowana w nas lufa
Nie odkładajmy na jutro, bo może nas już nie zastać
Zostańmy – zanim będziemy musieli uciekać
Podsycajmy nasz wewnętrzny ogień – zanim zapłoną po nas znicze
Zapełniajmy teraźniejszość zanim przejdziemy do historii
Niech chwila zapiera nam dech nim przyjdzie czas na ten ostatni

Vulnerati

Tekst został napisany w listopadzie pod wpływem informacji o wydarzeniach w Paryżu

Modlitwa przed ekranem

Ojcze nasz , który jesteś w niebie
Wróciłam właśnie do domu
Zabiegana , głodna i zmęczona
Zaparzyłam herbatę , zrobiłam kolację
W tle ekran oznajmia mi co działo się na świecie
Kiedy byłam zajęta swoim życiem
Wojna. Ofiary. Tysiąc , dziesięć tysięcy , sto
Jakże łatwe są to słowa i liczby
A jakże trudna była każda z tych śmierci
Poniesiona jak twierdzą w imię Boga
Na modlitwy za nich wszystkich mam zbyt małą duszę
Nikt nie wymienia ich z nazwiska , są tylko statystyką .
ci , którzy mają imiona ,nazwiska
Godność i pozycję wciąż obradują
w złotej siedzibie , na jedwabnych fotelach,
Nie spieszą się
Bo to nie ich krew wsiąka w piasek pustyni
Tysiące swoich dzieci opłakuje współczesna Mater dolorosa
Przyjdź Królestwo Twoje.
1 ,2 ,3 ,4 ,5 osób.
Nie wrócą już tam dokąd poszli
Ślisko , nadmierna prędkość
Pierwszeństwo , pasy , sygnalizacja
BHP , nieszczelna instalacja, zaniedbanie
O sekundę w tę czy w tamtą
Bądź wola Twoja. Jako dotknęła ich tu na ziemi tak i w niebie
Ten świeży chleb kupiłam po drodze.. jak kamień smakuje gdy patrzę na te rodziny
Dla których nie jest on oczywistością
Gorąca herbata parzy,
Bo w XXI wieku postępu są domy bez bieżącej wody
Gdyby ekran , w który tak patrzę oświetlił choć jedno biurko,
Przy którym ktoś uczy się przy świeczce
ale ci z godnością jeszcze nie skończyli swoich arcyważnych dyskusji
Nad losem swoich dzieci płacze współczesna Mater dolorosa
Chleba naszego powszedniego..
Zamieszki ,demonstracje , bunty
Przeciw , Nie , Koniec, Hańba
Ci dla tych, Tamci dla innych
Oni w prawo , oni w lewo
I kamieniują się nawzajem słowem , myślą i uczynkiem
Za zabitym synem maszeruje współczesna Mater dolorosa
Odpuść nam. Jako i my..
Gdzieś wybuchła bomba
W środku zwykłego dnia
W zwyczajnie zatłoczonym metrze
Martwego syna trzyma w ramionach współczesna Mater dolorosa
I zbaw nas ode złego..
Wyłączyłam telewizor.. Wystarczy na dziś.
Mój Boże..
Mówią , że to wszystko przez Ciebie
Że Ty ponoć nosisz kule
Ale gdyby tak było natychmiast oskarżyliby Ciebie
O ingerencję w wolną wolę synów Adama
Dziękuję Ci.
Że to nie ja muszę ginąć za to co uznają silniejsi
Że byłam znowu być może o sekundę
Że mam się czym dzielić z innymi
Że nie stanęłam po jednej stronie barykady
Że dziś byłam akurat w tym innym miejscu świata
Że nie muszę rządzić światem
I że dałeś mi serce , przez które dostrzegłam łzy
Mater dolorosy..
Płynące z ekranu

Vulnerati

Udręka obojętności

Dlaczego niszczy mnie od wewnątrz to , że nie odczuwam nic?
Nic. Słowo puste i pełne rozpaczy
Jestem niczym gasnący płomień.
Nie daję już ciepła , moje światło milknie
Ślad unosi się bezwładnie w powietrzu
Tworzę tę jedność , która nawzajem się wyklucza
Pytasz co czuję? Połącz ogień z lodem..
Nic. Słowo puste i pełne rozpaczy
Niby miało to oznaczać wolność i spokój
Ale to tylko mrzonki
To zło , w które się brnie i brnie
Pragnąc zawrócić

Vulnerati